ZNANI I NIEZNANI

Michał Klahr - snycerz śląskiego baroku

Michał Klahr (Michael Klahr - starszy), jeden z największych rzeźbiarzy śląskich doby baroku, przyszedł na świat niedaleko Kłodzka, w podlądeckich Bielicach w roku 1693. Pochodził z ubogiej, chłopskiej rodziny czeskich osadników, stąd właśnie czeskie brzmienie jego nazwiska. Jako że lata dziecięce większości znanych osób, nawet tych znacznie szczęśliwiej urodzonych nie są powszechnie dokumentowane i opisywane - tym mniej wiemy o dzieciństwie Michała Klahra. Wiemy jednak, że jego zamiłowanie do rzeźby zrodziło się dość wcześnie, bo właśnie w dzieciństwie. Ten zdolny chłopiec rzeźbił w wolnych chwilach w drewnie figurki do szopek bożonarodzeniowych. Takie były początki chłopięcej twórczości. Pewnie zostałby Michał Klahr jednym z wielu domorosłych twórców - amatorów, rzeźbiących świątki, czy inne motywy, których pewnie nikt więcej poza najbliższymi by nie oglądał... Ale - jak to często w życiu bywa - również temu młodzieńcowi dopomógł przypadek.

Przypadek objawił się dla Michał Klahra w osobie rektora kłodzkiego konwiktu jezuitów - Paula Stralano. Niepotwierdzona dokumentami, aczkolwiek często przekazywana opowieść głosi, że właśnie opat jezuitów, nader lubiący wędrówki po dróżkach i bezdrożach Ziemi Kłodzkiej, kontemplujący jej piękno, wybrał się kiedyś drogą prowadzącą do przysiółka Nowa Biela (Neu Bielendorf). Wprawdzie dzisiaj ta część Bielic już nie istnieje i darmo szukalibyśmy tam śladów przeszłości, ale wówczas właśnie tam zamieszkiwał Michał Klahr. Z dalszej opowieści wiadomo, że jezuitę zachwyciła osoba młodego Michała i jego twórczość - drewniane figurki biblijnych postaci, które długo i z wielkim ukontentowaniem oglądał. Trudno było mu pojąć, że te prace, niewątpliwy dowód dojrzałości artystycznej i znajomości teorii rzeźby - zostały wykonane przez młodego chłopca - amatora, który ani o rzeźbiarskich kanonach, ani o szerokim świecie nie słyszał. Co najwyżej podpatrywał tu i ówdzie wizerunki świętych postaci, by póżniej w domowym zaciszu odtwarzać je po swojemu.

Nie było łatwo przekonać księdzu rektorowi rodziców Michała, że chłopak posiada nietuzinkowy talent i że grzechem byłoby nie pozwolić mu go rozwinąć. Po dłuższych namowach rodzice zrozumieli, że syn jest geniuszem, wymagającym wszakże nieco szlifu i sporej nadbudowy teoretycznej. Odtąd Michał rozpoczął naukę w szkole prowadzonej przez zakon jezuitów w Kłodzku (obecnie budynek Muzeum Ziemi Kłodzkiej). Między innymi przedmiotami nauki ogólnej, zakonnicy spory nacisk położyli na studiowanie przez Michała Klahra teorii rzeźby. O wielkich postępach w nauczaniu tego przedmiotu i zaangażowaniu zakonników w słuszną sprawę szerokiego rozwoju artystycznego młodego artysty świadczyć może fakt, że po kilku latach nauki sprowadzono z Włoch do Kłodzka architekta o nazwisku Plag. To właśnie pod jego kierunkiem Klahr prowadził dalszą edukację, a póżniej zaawansowane studia.

Niektóre źródła podają również nazwisko Karola Sebastiana Flackera, znakomitego kłodzkiego rzeźbiarza i kamieniarza jako jednego z tych, którzy uczyli Klahra sztuki i profesjonalnego warsztatu. Na owoce tej dojrzałej i ukierunkowanej pod okiem mistrzów twórczości nie przychodzi długo czekać. Faktem jest, że już dwudziestoparoletni Klahr tworzy - jako jedno z pierwszych dzieł dużego formatu - wyjątkowo ciekawą, pełną sakralnej symboliki i bogatą dekorację ambony w Katedrze Wniebowzięcia NMP w Kłodzku (1717 rok). A więc mamy tu postać św. Pawła trzymającego księgę, na której to rzeźbie oparty jest cały korpus kazalnicy, na balustradzie schodów znajdują się sceny z życia proroków, zaś baldachim nad amboną symbolizuje biblijną górę Tabor i scenę Przemienienia Pańskiego. Poza tym zobrazował tu Michał Klahr wizerunki doktorów Kościoła wraz z ich atrybutami - św. Hieronima z lwem, św. Augustyna z muszlą i chłopcem, św. Grzegorza Wielkiego z tiarą i św. Ambrożego z ulem. Zaś orzeł, wół, lew i anioł postrzegamy jako atrybuty ewangelistów.

Od tego - jakże złożonego dzieła, rozpoczęła się niezwykle barwna i bogata kariera rzeźbiarska Michała Klahra. Uznanie, jakie zdobył w oczach jezuitów sprawiło, że powierzono mu dalsze prace w zakresie zdobienia kłodzkiego kościoła. I tak w roku 1720 powstały monumentalne konfesjonały, do których zresztą po latach powrócił twórczo, by stały się jeszcze bardziej okazałe. Następnie wykonał prospekt organowy z niebiańską orkiestrą, św. Cecylią z organettem i postacią króla Dawida grającego na harfie (1722 rok). Wykonał ponadto Ołtarz Wniebowzięcia, barokizował również kościelne ławy. Także figury klęczących aniołów przy Madonnie z Czyżykiem są jego autorstwa. Tworząc z wielką pasją te i inne mniejsze dzieła dla kłodzkiego kościoła - niewątpliwie spłacił swój dług wdzięczności wobec ojca Stralano i pozostałych pracujących nad jego wykształceniem jezuitów. Dzięki zakonnikom zdobył także sporą sławę i dalsze zamówienia w dziedzinie rzeźby sakralnej. Wiele pobliskich i dalszych świątyń wymagało barokizacji, dzięki czemu jego kariera rzeźbiarska mogła z powodzeniem się rozwijać.

Powstawały więc dalsze dzieła zdobiące kolejne świątynie: rzeźby w kościele św. Jana Chrzciciela w Szczytnej, ambona w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Kątach Bystrzyckich, sceny ukrzyżowania w kościele parafialnym w Lądku Zdroju. Tam też artysta osiedlił się w roku 1724 na stałe z poślubioną rok wcześniej Katarzyną Muehlan. W Lądku nabył kamienicę (obecnie Rynek 1) i założył swój warsztat - pracownię. I tu - oprócz twórczości artystycznej, gdzie powstała większość późniejszych dzieł o większym znaczeniu (głównie ołtarze i ambony), zajmował się także nadal tworzeniem szopek bożonarodzeniowych. W związku z coraz większym ich rozpowszechnieniem w tej części Europy, z ich wytwarzania utrzymywało się wówczas również wielu innych, znanych artystów. Rzeźbiarstwem "zaraził" także swojego jedynego syna - Michała Ignacego (zwanego póżniej Michałem Klahrem młodszym), który - równie uzdolniony, jak ojciec, od dziecka pomagał w warsztacie, by w przyszłości zasłużyć na miano nie mniej cenionego artysty, jak jego ojciec.

Michał Klahr dość szybko zdobył sobie sympatię i uznanie mieszkańców Lądka. W roku 1737 został nawet wybrany radnym miasteczka i oprócz twórczości artystycznej wspierał Lądek również udzielając się aktywnie w radzie miejskiej. W ostatnim okresie życia zgłębił również technikę rzeźby w kamieniu. Kamienna figura Trójcy Świętej, która stoi na rynku w Lądku jest jego największym takim dziełem. Ciekawostką jest również kamienna płaskorzeźba, którą wykonał i umieścił na swojej kamienicy - kopia słynącej z cudów figury Matki Boskiej z Dzieciątkiem z kościoła jezuitów w Kłodzku. To ukłon w stronę Arnosta z Pardubic, który przed maryjną figurą w kłodzkim kościele doznał objawienia, jakie mocno wpłynęło na dalsze jego losy. To zarazem upamiętnienie młodzieńczych lat bytności i związków Klahra z Kłodzkiem. Dzieło to powstało rok przed śmiercią artysty i do dziś stanowi zagadkę dla badaczy, zgłębiających jego wieloraką symbolikę.

Zmarły w wieku 49 lat w Lądku Michał Klahr został pochowany według zapisków 9 marca 1742 roku. Uważany jest za najwybitniejszego przedstawiciela swojej epoki na Śląsku. Nie tylko Ziemia Kłodzka usłana jest wieloma wspaniałymi dziełami jego autorstwa. Podziwiane są przede wszystkim ze względu na mistrzostwo warsztatowe sztuki sakralnej, a także niesamowitą dynamikę tworzonych postaci i ich teatralność. Sztuka ta zyskała nawet swoje miano - theatrum sacrum. Jest kwintesencją baroku w najbardziej typowej dla tego nurtu postaci.

Warto wspomnieć przy tej okazji o wystawie dokumentującej twórczość Michała Klahra w Muzeum Ziemi Kłodzkiej (Michael Klahr Starszy i jego theatrum sacrum), która miała miejsce w roku 1992 i zdobyła nagrodę Ministra Kultury i Sztuki w ogólnopolskim konkursie "Najciekawsze Wydarzenie Muzealne Roku". Imię tego wybitnego artysty nosi Szkoła Podstawowa w Bolesławowie, gdzie w tamtejszym kościele parafialnym św. Józefa i w plenerze można również znaleźć liczne posągi i rzeźby sakralne jego autorstwa. Również jedna z kłodzkich placówek dydaktycznych upamiętnia nazwisko wielkiego snycerza śląskiego baroku - Michała Klahra, którego w dobie powojennych "reform językowych" zamierzano nawet przemianować na Szklarza, do czego szczęśliwie nie doszło.

Opracował: Roman Majewski