ZNANI I NIEZNANI

Gerhard Hirschfelder

Gerhard Hirschfelder Gerhard Hirschfelder urodził się 17 lutego 1907 roku w Kłodzku jako nieślubne dziecko Marii Hirschfelder. Dwa dni później, 19 lutego 1907 roku, przyjął sakrament chrztu św. z rąk księdza Bertmanna w kłodzkim kościele pw. WNMP. Nadano mu wtedy trzy imiona: Gerhard (Gerard), Franziskus (Franciszek) i Johanes (Jan).

Młody Gerhard wychowywany był w cieple rodzinnego ogniska wraz z mieszkającą po sąsiedzku koleżanką zabaw Adelheidis Weiss. Gerhard chciał być księdzem i dlatego najchętniej bawił się w odprawianie mszy, już wtedy wygłaszał płomienne kazania.

Lata szkolne spędził w kłodzkim Gimnazjum Humanistycznym, gdzie w 1926 roku zdał maturę. Największym pragnieniem świeżo upieczonego maturzysty było wstąpienie do Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Nie było to jednak takie proste ze względu na to, iż był nieślubnym dzieckiem. W końcu jednak udało się, i po załatwieniu wszystkich formalności oraz przeskoczeniu zawiłości przepisów prawa kanonicznego Gerhard Hirschfelder rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim.

29 grudnia 1931 roku już jako kleryk otrzymał święcenia diakonatu. Uroczystej mszy św. odprawionej w katedrze wrocławskiej przewodniczył wówczas ksiądz Adolf kardynał Bertram. Studia teologiczne ksiądz Hirschfelder ukończył 31 stycznia 1932 roku, otrzymując święcenia kapłańskie z rąk księdza Adolfa kardynała Bertrama, a swoją mszę prymicyjną odprawił 1 lutego 1932 roku w kaplicy Sióstr Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego w Długopolu Zdroju.

życie i działalność księdza Gerharda Hirschfeldera można podzielić na trzy etapy. Pierwszy etap jego kapłańskiej posługi to praca w charakterze wikarego w parafii w Czermnej. Drugi etap to praca również w charakterze wikarego w parafii w Bystrzycy Kłodzkiej i pełnienie obowiązków duszpasterza młodzieży hrabstwa kłodzkiego. Trzecim etapem życia księdza jest aresztowanie, pobyt w kłodzkim więzieniu i w obozie koncentracyjnym w Dachau.

Ksiądz Gerhard Hirschfelder był optymistycznie nastawiony do życia. Jego wesołe usposobienie oraz temperament szybko otworzyły drogę do serc młodzieży w parafii w Czermnej. Tak oto po latach pisali ci, którzy go znali: "Znałem osobiście księdza Gerharda Hirschfeldera, był on kapłańską osobowością. Jego głęboka pobożność, ale również ujmująca serdeczność robiła na dzieciach ogromne wrażenie. Zamknęliśmy go sobie w sercach". Inna osoba pisze tak: "Takiego księdza jak kapłan Gerhard Hirschfelder spotyka się rzadko. On miał dobre serce dla dzieci i młodzieży. Ja sama poszłam w roku 1936 u niego do pierwszej komunii świętej". Dla Pani Elżbiety Prein był on ideałem księdza, pisze Ona: "Dla mnie był on idealnym księdzem. Odprawiając mszę był bardzo pobożny i skupiony, ale mimo wszystko stał mocno dwiema nogami na ziemi. Jego serdeczne i ciepłe usposobienie sprawiało, że był lubiany. Często mówiono o nim – kapłan Gerhard Hirschfelder jest naszym słonecznym promieniem nadziei".

Ks. Augustin Hauffen (proboszcz parafii w Czermnej) był bardzo zadowolony z sumiennie wykonywanych zadań i obowiązków swojego wikarego. Szczególnie podobała mu się nawiązana współpraca z młodzieżą i dziećmi. Jako doświadczony kapłan wiedział doskonale, że dzięki tak pojętej misji, docierał również do ich rodziców i pozostałego rodzeństwa. Ukazanie zła, jakie płynęło z ideologii faszystowskiej, zaczynało w umysłach parafian siać pewien zamęt. Ksiądz Hirschfelder potrafił wokół siebie zebrać młodzież nie tylko z Czermnej, ale także z okolicznych wiosek. Praca księdza przynosiła oczekiwane efekty. Młodzież coraz szerszym kręgiem jednoczyła się wokół kapłana. Coraz częściej można było usłyszeć z ust młodzieży "nasz ksiądz", a słowa te wypowiadane były z prawdziwą dumą i podziwem.

Ksiądz Hirschfelder często obserwował młodzież w czasie odprawianej mszy św. Tak oto mówił do niewłaściwie zachowujących się młodych ludzi z Hitlerjugend: "Zwykłemu zdjęciu potraficie salutować i stawać przed zdjęciem Hitlera na baczność, a Bogu nie potraficie oddać należytej czci i szacunku?".

W ostatnich latach przed wybuchem wojny lekcje religii odbywały się w godzinach wieczornych. Gerard Hirschfelder dochodził z Czermnej do Kudowy i tam w Domu Najświętszej Marii Panny spotykał się z młodzieżą. W tym czasie był już bacznie obserwowany i po jednym z takich spotkań został napadnięty i dotkliwie pobity. Od tego czasu młodzież postanowiła po skończonych zajęciach odprowadzać księdza do Czermnej. Dzięki temu ksiądz Hirschfelder mógł z nimi rozważać dodatkowe sprawy, które ich trapiły. Pobicie księdza, które miało go nastraszyć, przyniosło zatem przeciwny skutek.

Ksiądz Gerard Hirschfelder głosił bardzo odważne kazania, stąd do kościoła przychodzili nie tylko wierni z Czermnej, ale także "smutni panowie w gumowych płaszczach". Panowie ci na oczach wiernych sporządzali notatki z kazań. Teczka księdza w Gestapo szybko rosła a groźby, zastraszenia i prośby o głoszenie kazań zgodnych z ideologią hitlerowską na niewiele się zdały. Wkrótce Gestapo wystąpiło do przełożonych księdza z oficjalną skargą, co spowodowało iż został on przeniesiony do parafii w Bystrzycy Kłodzkiej. Nie była to jednak kara, gdyż został jednocześnie awansowany. Generalny wikariusz ksiądz Franz Monse mianował go "naczelnym duszpasterzem dbającym o dusze młodzieży hrabstwa kłodzkiego".

Dla partii III Rzeszy NSDAP poczynania księdza Hirszfeldera były prawdziwym kolcem w oku. Angażowano więc coraz większe siły w celach inwigilacyjnych. Często wzywany na przesłuchania wiedział jednak, że tak naprawdę gestapowcy nie mogą mu udowodnić niczego, co mógł robić niezgodnie z prawem. Dali mu jednakże do zrozumienia, że ich cierpliwość się kończy, a to oznacza aresztowanie z byle jakiego powodu.

Rosnący w siłę Hitler podbudowany sukcesami w wojnie z Polską, nie zważając na żadne świętości, rozpoczął bezwzględne prześladowanie duchowieństwa i kościoła. Coraz częściej dochodziło do wandalizmu i profanacji miejsc kultu religijnego. Często takie zdarzenia miały miejsce w hrabstwie kłodzkim, a ich sprawcami była młodzież z bojówek hitlerowskich. W niedzielę po bestialskich wydarzeniach świętokradztwa ksiądz Hirschfelder wygłosił kazanie, w którym broniąc młodzieży wypowiedział następujące słowa: "Kto młodzieży wyrywa z serc wiarę w Chrystusa jest zbrodniarzem!".

Aresztowanie księdza miało miejsce 1 sierpnia 1941 roku wieczorem. Kilku funkcjonariuszy przyjechało po niego z Kłodzka. Po wyjściu z kościoła pozwolono mu pójść na plebanię i zabrać kilka osobistych rzeczy, a także płaszcz i czapkę, choć był środek lata. Ksiądz Hirschfelder zapewne przeczuwał, że tak szybko do parafii nie wróci. Z Bystrzycy Kłodzkiej przewieziono go do Kłodzka i osadzono w tutejszym więzieniu. Rozpoczął się czas przesłuchań, bicia i zastraszania. Zapisując swoje myśli ksiądz Hirschfelder nie użalał się nad swoim losem, nie osądzał swoich oprawców i nie szukał zemsty. Jedna z jego myśli napisana w kłodzkim więzieniu brzmi następująco: "Ja też jestem prze Ciebie wybrany, aby cierpieć. Panie dziękuję Ci za to". To właśnie tu powstała "Droga krzyżowa" księdza Gerharda Hirschfeldera.

W swoich listach kierowanych do przyjaciół ksiądz Hirschfelder wyrażał nadzieję na rychłe spotkanie. Niestety szybkie zwolnienie z więzienia nie nastąpiło. Bez oficjalnego aktu oskarżenia, bez procesu sądowego i formalnego wyroku został wysłany do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Jedną z ostatnich osób, które widziały w Kłodzku księdza Hirschfeldera był prałat Hubertus Gunther. Tak opisał spotkanie i moment pożegnania: "To była połowa grudnia 1941 roku. Pewien wierzący policjant podał mi dzień, godzinę i drogę, jaką miał przemierzyć ksiądz Hirschfelder z więzienia na dworzec kolejowy w Kłodzku. Mój konfrater Buchman i ja zatrzymaliśmy się o podanej godzinie w pobliżu szkoły im. Franza Ludwiga w Kłodzku. I wtedy przyszedł on, uwięziony z powodu Chrystusa, prowadzony przez policjanta, blady od więziennego powietrza. Ksiądz Hirschfelder miał na sobie cienki płaszcz. Było bardzo zimno. Buchman i ja podaliśmy mu na krótką chwilę ręce. Policjant pozwolił na to. Szybko zdjąłem moje ciepłe rękawiczki i podałem księdzu. Wziął je dziękując. Jego ostatnie słowa to: "trzymajcie się". Smutni i z bólem serca patrzyliśmy za nim, aż zniknął na kładce. Na dworzec posłałem naszą referentkę do spraw młodzieży Annę Marię Boese. Ona, ksiądz Hirschfelder i ja troszczyliśmy się o kłodzką młodzież i znieśliśmy wiele przesłuchań na Gestapo. Czekała ona teraz na dworcu na jego nadejście z paczką kanapek i kilkoma słodyczami. Ponieważ pociąg z wagonami więziennymi kazał długo na siebie czekać, mogła ona wykonać swoją posługę Weroniki. Policjant pozwolił na to. Była ona ostatnią osobą, która się z nim pożegnała. Później dowiedziałem się od jednego maszynisty z Kłodzka, że ledwie ksiądz Hirschfelder wszedł do przedziału więziennego, rozdzielił otrzymane kromki chleba wśród współwięźniów, którzy mieli już za sobą długą drogę, to samo uczynił ze słodyczami. Tak wyglądało opuszczenie przez naszego kochanego księdza Hirschfeldera jego rodzinnego Kłodzka."

Ksiądz Hirschfelder trafił jako piąta osoba do jednoosobowej celi w wagonie więziennym. Był tam już pewien kapitan, który za jakieś ciężkie przewinienia został zdegradowany i dodatkowo otrzymał trzy miesiące ciężkiego obozu. Transport trwał 14 dni, a że w celi było bardzo ciasno, cała piątka musiała spędzić ten czas na stojąco. Wigilię Świąt Bożego Narodzenie spędzili natomiast w wiedeńskim więzieniu. Ksiądz Hirschfelder opowiadał wówczas współwięźniom o tajemnicy narodzin Chrystusa. Po latach ów kapitan stwierdził, że nigdy w życiu nie słyszał, aby ktoś w podobny sposób mówił o tej jakże wielkiej tajemnicy związanej z przyjściem na świat Zbawiciela. 27 grudnia 1941 roku więźniowie dotarli do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Ksiądz Gerhard Hirschfelder po przybyciu do obozu i nadaniu mu numeru (28972) został osadzony w blokach 28 i 30. Bloki te zajmowali księża polscy. Duchowieństwo poleskie było szczególnie okrutnie traktowane przez władze obozowe. Wobec grupy polskich księży stosowano najbardziej wyrafinowane sposoby wyniszczania. Była to praca ponad siły przy głodzie i chłodzie. Przejmujący głód był zaprogramowany jako jedna z form udręki. Ilość kalorii wyżywienia była dokładnie wyliczona, aby waga więźnia po rocznym pobycie w obozie pozostawała w granicach 40-45 kg.

Duchowieństwo niemieckie zajmowało blok 26 i było narażone na mniej wyrafinowane szykany w porównaniu z Polakami. Ksiądz Hirschfelder do bloku 26 został przeniesiony po około trzech miesiącach pobytu z Polakami, gdyż zauważono pogarszający się stan jego zdrowia. Z obozu więźniowie mogli wysyłać dwa listy miesięcznie i tyle samo mogli otrzymywać. Cała korespondencja była cenzurowania. Więźniom nie wolno było skarżyć się w listach na swój los, nadludzkie traktowanie czy brak jedzenia.

Obozowi przyjaciele księdza wspominali, iż nigdy nie użalał się nad swoim losem, a wszystkie szykany znosił w cichej pokorze. Ksiądz Gerhard Hirschfelder zmarł z wyczerpania i niedożywienia na zapalenie płuc w obozowym lazarecie 1 sierpnia 1942 roku. O okolicznościach śmierci komendant obozu napisał: "24 lipca 1942 roku ksiądz Hirschfelder zameldował, iż jest chory. Został więc odesłany do szpitala, aby lekarze mogli go zbadać. Otrzymał on najlepszą opiekę medyczna i leczenie. Mimo leczenia nic nie dało się zrobić".

W sierpniu 1942 roku urnę z prochami księdza przesłano na adres kancelarii parafialnej w Czermnej, argumentując to tym, iż nie można dokonać pochówku ani na cmentarzu obozowym, ani też miejskim w Dachau. Ksiądz Hirschfelder spoczął w Czermnej obok swojego pierwszego proboszcza księdza Augustina Hauffena.

Z osobą księdza wiąże się jeszcze jedna bardzo ciekawa historia. Wydarzenia opisuje ówczesna mieszkanka Czermnej Pani Marthel Wolf, a dotyczą one akcji zajmowania mieszkań przez Polaków. "Było ich trzech mężczyzn i jedna kobieta. Krzyczeli na nas. Po otwarciu drzwi przez moją matkę, wpadli do mieszkania i zaczęli przeszukiwać szafy i szuflady. Dotarli do głównego pokoju i tam zauważyliśmy kompletne zaskoczenie jednego z nich, tego, który najbardziej się na nas wściekał, władającego dobrze niemieckim językiem. Zobaczywszy na ścianie portret księdza Hirschfeldera zapytał: -- Skąd u was ta fotografia? Odpowiedzieliśmy mu, że znaliśmy bardzo dobrze księdza. Już nigdy później nie spotkałam człowieka, u którego w ciągu kilku minut mogła nastąpić tak gwałtowna zmiana. Mężczyzna, który dopiero co wściekał się i wykrzykiwał, w kompletnej ciszy spoglądał na obraz i zupełnie spokojnym głosem powiedział: - Ten człowiek jest święty, byłem z nim razem w obozie. Następnie opowiedział to po polsku pozostałym. Również oni stali się nagle zupełnie innymi ludźmi. Następnego dnia przyszli ponownie i zwrócili nam wszystkie klucze. Wywiesili też polską flagę, aby nas już nikt inny nie niepokoił. Tak też się stało, mogliśmy w naszym domu pozostać aż do wysiedlenia".

Proces beatyfikacyjny księdza Gerharda Hirschfeldera otwarty został uroczystą mszą św. 19 września 1998 roku w katedrze w Munster koncelebrowaną przez jego ekscelencję księdza biskupa Joachima Reinela z Drezna. Następnie Kongregacja ds. Kanonizacyjnych w Watykanie przyjęła wniosek i otworzyła proces beatyfikacyjny sługi bożego Gerharda Hirschfeldera.

Opracował: Andrzej
Na podstawie książki Waldemara Wieji "Męczennik Ziemi Kłodzkiej ksiądz Gerhard Hirschfelder"