RELACJE I TEKSTY

"Bronić się będziemy do ostatniej markietanki" - oblężenie Twierdzy Kłodzkiej (26.08.2006)

Przez dwa dni mieszkańcy Kłodzka oraz turyści byli świadkami niezwykłych wydarzeń. Za sprawą grup rekonstruujących wojska z czasów wojen napoleońskich oraz inscenizacji bitwy, która rozegrała się w Kłodzku i okolicach 199 lat temu, nasze miasto na powrót stało się XIX-wiecznym fortem obronnym. Jak deklarował dowódca wojsk pruskich, obrońców twierdzy, bitwa będzie się toczyć do ostatniego żołnierza... a nawet markietanki, ale fortu nie oddadzą!

Piątek, 25.08

Praca w obozie wre. Pierwsi uczestnicy przyjechali już dzień wcześniej, przemierzając setki kilometrów, żeby wziąć udział w inscenizacji. Do Kłodzka zjechało prawie 100 żołnierzy z Niemiec, Czech i Polski. Ale to nie tylko bitwa ich przyciągnęła. To niezwykły klimat i przyjaźnie, które zdążyły się zawiązać między nimi już dawno temu. Bo jeżdżą na prawie wszystkie rekonstrukcje XIX-wiecznych bitew, które ostatnio stały się niezwykle popularne. Łączy ich pasja i... świetna zabawa.

Obozowisko powstaje w szybkim tempie. Widać wprawę w rozbijaniu namiotów, nad ogniskami zawisają kociołki. Zaglądam do jednego z nich. Kasza, skwarki i coś jeszcze (kiełbasa?). Chyba mniej więcej coś takiego kiedyś jadano. Byłam po obiedzie, więc grzecznie podziękowałam. To, co uderza, to wspaniała atmosfera tego miejsca. I dbałość o szczegóły. Żadnych nowoczesnych "eksponatów". W tym dzikim miejscu, na które oprócz amatorów "wina marki wina" i młodych, z nudów włóczących się po twierdzy, mało kto zaglądał od czasu świetności twierdzy, na moich oczach powstaje epokowy obóz żołnierski. Prawdziwe żołnierskie namioty, sienniki. Chleb i woda na stole. Bez wygód. Nawet przedmioty codziennego użytku wzorowane na tych sprzed 200 lat. Bo tak właśnie ma być. Gdyby nie stoliki organizatorów i znajome twarze wśród kłodzkiego regimentu, czułabym się jakby ktoś przeniósł mnie w czasie.


Sobota, 26.08

Przemarsz wojsk ulicami miasta.
Przyznam szczerze, że serce biło mi szybciej niż zwykle, kiedy widziałam defiladę żołnierzy urokliwymi, a nawet tymi mniej urokliwymi uliczkami miasta. To miasto, na co dzień jakby uśpione, nagle ożyło. Bębny wybijające rytm i równy marsz żołnierzy w XIX-wiecznych mundurach, będących dokładną kopią ówczesnych. I coraz więcej dołączających widzów. Szkoda tylko, że nie zadbano o chwilowe wstrzymanie ruchu samochodowego na ulicach, którymi podążała defilada. Przemarsz głównymi, najbardziej ruchliwymi ulicami miasta był trochę niebezpieczny i dla żołnierzy, i dla podążającymi za nimi widzami. Defilada zakończyła się na rynku. Szkoda, że nie na placyku obok fontanny, gdzie i miejsca więcej, i efekt byłby zdecydowanie lepszy. Krótka odprawa, przyjęcie meldunków przez głównodowodzącego, przemówienie burmistrza (gdzie nagłośnienie?), salwa na cześć mieszkańców i powrót na twierdzę. Impreza została oficjalnie otwarta. Pozostało jedynie czekać na najbardziej widowiskową część - bitwę.

Chwila przed bitwą
Tuż przed wymarszem wojsk na miejsce bitwy, w obozie... zdekonspirowano zdrajcę. A dla zdrajców nie ma litości, więc wyrok mógł być tylko jeden: 30 batów i śmierć. Mimo dramatycznego płaczu i błagania markietanki, po pokazowej chłoście - wroga rozstrzelano, wrzucono do dołu i przykryto słomą. Po "oczyszczeniu" szeregów ze zepsutego elementu, pozostała odprawa. Tradycyjnie ta część przypadła dowódcy regimentu z Niemiec, który znany jest z bardzo surowych zasad (ponoć przeprowadzane przez niego musztry naszych regimentów należą do najbardziej "wykańczających" - jednym słowem, nie ma litości). Najbardziej widowiskowym momentem odprawy w jego wykonaniu jest przegląd broni żołnierzy, gdyż zawsze robi to w... białych rękawiczkach. Nie zdradzę wyników, ale na bitwę wszyscy przybyli z idealnie czystą bronią.

Bitwa
I tutaj należą się słowa wyjaśnienia tym wszystkim, którzy tłumnie przybyli oglądać bitwę. Niestety, informacja o tym kto, z kim i dlaczego była niedostępna dla widzów. Jej planowanego przebiegu tez niestety nie znali. Przyczyna? Brak nagłośnienia w parku (bo korzystanie z nagłośnienia w samochodzie straży miejskiej można było sobie jednak podarować) oraz ulotek/folderów dla publiczności. Jakby organizatorzy zapomnieli, że nie każdy mieszkaniec miasta jest pasjonatem jego historii, a turyści to już wcale nie muszą jej znać. Szkoda, bo inscenizacja to nie telenowela, którą można zacząć oglądać od setnego odcinka i nadal wiedzieć o co chodzi. A scenariusz był bardzo ciekawy, podzielony na etapy i trochę eksperymentalny, gdyż widzowie wraz z rozwojem bitwy przemieszczali się razem z żołnierzami w stronę twierdzy, gdzie miał rozegrać się "dramatyczny" finał.

Wypadałoby więc najpierw przedstawić regimenty, które przyjechały na bitwę o Twierdze Kłodzką.
Stronę pruską reprezentowały:
- Infanterie-Regiment von Alvensleben nr 33 - Srebrna Góra
- Infanterie-Regiment von Grawert nr 47 - Kłodzko
- Infanterie-Regiment von Hamberger nr 52 - Gdańsk/Toruń
- Infanterie-Regiment Prinz Louise Ferdinand von Preussen nr 20 - Naumburg (Niemcy)
- Infanterie-Regiment von Arnim nr 13 - Berlin (Niemcy)
- Festungs Artilerie - Kłodzko, Srebrna Góra, Gdańsk
Stronę napoleońską z kolei:
- Legia Polsko - Włoska - Nysa
- Pierwszy Pułk Strzelców Konnych i Artyleria Konna - Sobótka
- 18 Pułk Francuskiej Piechoty Liniowej - Jena, Naumburg (Niemcy)
- Infanterie-Regiment Kaunitz - Rietberg nr 20 - Novy Jicin (Czechy)
- 2 Pułk Piechoty Księstwa Warszawskiego - 4 Kompania Fizylierska - Gdańsk
- Artyleria Forteczna - Nysa
- 6 Batalion Strzelców Polnych - Nachod (Czechy)
- Kompania Artylerii Twierdzy Josefov - Josefov (Czechy)

Był również lekarz polowy: Chrirgien Major Pierre Galee - Service de Sante Corps Prince Hieronim - Warszawa. Swoją drogą szkoda, że planowany szpital polowy jednak nie powstał. Pani doktor z Warszawy, też pasjonatka rekonstrukcji, przywiozła ze sobą sprzęt medyczny wzorowany na tym sprzed 200 lat (narzędzia do amputacji, nici do zszywania, miała nawet kostki cukru, które imitowały morfinę). Planowany pokaz sztuki medycznej tamtej epoki jednak się nie odbył. Na pewno byłoby to świetne uzupełnienie obrazu bitew z czasów napoleońskich.

Scenariusz bitwy oparty został częściowo na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce w Kłodzku i okolicach w 1807 roku. W lutym 1807 roku, po kapitulacji twierdzy w Świdnicy, wojska napoleońskie dowodzone przez generała Lefebvre'a docierają pod Kłodzko. Siły pruskie w Kłodzku, dowodzone przez zadeklarowanego przeciwnika Napoleona - generała grafa Fryderyka von Gotzen'a, liczą wtedy ok. 9 tys. żołnierzy. Po zdecydowanym odrzuceniu żądania poddania fortecy, obie strony rozpoczynają przygotowania do oblężenia. Prusacy rezygnują z obrony Fortu Owcza Góra, skupiając się na przygotowaniach do obrony Twierdzy Głównej. W okolicach Kłodzka wznoszą umocnienia osłaniające obóz warowny pod twierdzą, likwidują zabudowania drewniane (ochrona przed pożarem). 21 czerwca 1807 roku rozpoczyna się atak wojsk napoleońskich w Jaszkowej Dolnej. Wieś posiadała kluczowe znaczenie dla zdobycia Kłodzka - miasto dostępne było jedynie od strony południowej i południowo-wschodniej. Dwudniowa batalia kończy się zwycięstwem Francuzów i zdobyciem wsi. 23 czerwca w nocy wojska napoleońskie rozpoczynają szturm na obóz warowny pod twierdzą. Po jego zdobyciu droga na twierdzę staje otworem - w samej fortecy pozostaje garstka obrońców. 25 czerwca graf von Gotzen rozpoczyna w Bardzie - siedzibie głównodowodzącego wojsk napoleońskich Hieronima Bonaparte (brata Napoleona) - pertraktacje dotyczące kapitulacji twierdzy. Wojska napoleońskie nie przejmują jednak fortecy, gdyż tego samego dnia zostaje podpisany w Tylży rozejm potwierdzony ostatecznie 9 lipca 1807 traktatem pokojowym.

To właśnie przebieg tych wydarzeń próbowano częściowo odtworzyć w Kłodzku. Pierwszy etap inscenizacji (czyli bitwa o Jaszkową Dolną) miał miejsce w parku. Na wzniesieniu ustawiła się artyleria pruska, poniżej atakujące obóz warowny wojska napoleońskie. Silny ostrzał artyleryjski z jednej i drugiej strony nie przyniósł rezultatu. Na rekonesans wyruszyły więc oddziały grenadierów (oddziały do zadań specjalnych). Kilka minut trwa intensywna wymiana ognia. Pierwsi zabici oraz ranni, którym pomagają markietanki. Widowiskowa walka wręcz na bagnety. Od kul armatnich zapaliła się słoma (brawa dla pirotechników). Wobec przeważających sił wojsk napoleońskich armia pruska zmuszona jednak zostaje do wycofania się.

Drugi etap bitwy (szturm Francuzów na obóz warowny pod twierdzą) miał odbyć się jeszcze w parku, powyżej pomnika. Jednak Prusacy wycofywali się tak szybko, że ten etap... po prostu prawie się nie odbył. Ale co tam, najważniejsza część i tak rozegrać się miała na twierdzy, więc wszyscy popędziliśmy w tamtym kierunku. I tutaj trzeba przyznać, że eksperyment pod nazwą "podążanie widzów za przebiegiem wydarzeń", mimo wcześniejszych obaw, udał się w miarę dobrze. Mało kto poszedł do domu, większość przebyła spory jednak kawałek drogi do bramy na twierdzy, którą mieli szturmować Francuzi. Szkoda tylko, że miejsc dla publiczności na twierdzy było zdecydowanie za mało. Jednak ten teren jest dosyć specyficzny i po prostu nie było zbyt wiele możliwości. Regiment kłodzki wraz z grupą ochotników, którzy przygotowywali miejsce na bitwę i tak zagospodarowali jak najwięcej obszaru, wycinając drzewa i krzewy. Gorzej sprawa miała się z ochroniarzami na placu, którzy stali niewzruszenie bardziej zasłaniając widok niż drzewa i pomnik w parku.

Ten etap bitwy (szturm bramy twierdzy), choć nie do końca zgodny z historycznymi wydarzeniami, był najbardziej widowiskowy. Po pierwsze, dopiero tutaj można było zobaczyć wszystkie regimenty razem w jednym miejscu. Oczywiście bitwa w parku miała swój urok, jednak rozgrywała się wśród drzew i na większym obszarze. Więc czasem pojedyncze akcje grenadierów po prostu "gubiły się", a duży obszar dzielący Prusaków i Francuzów zmuszał do trudnego wyboru: na kogo patrzeć? Tutaj nie było już takich dylematów. Po drugie, mury twierdzy spotęgowały strzały z muszkietów i armat, co dawało niesamowity efekt.

Bitwa o samą twierdzę rozpoczęła się ostrą wymianą ognia i zdobywaniem pola centymetr po centymetrze przez wojska napoleońskie. Regimenty pruskie ostatecznie jednak zmuszone zostały do wycofania się za bramę twierdzy. Pod intensywnym ostrzałem artyleryjskim ta jednak długo nie wytrzymała (w zamierzeniu brama miała zostać roztrzaskana silnym wybuchem, jednak w opinii pirotechników było to zbyt niebezpieczne i ostatecznie zrezygnowano z pomysłu). Francuski oddział specjalny (prawie jak dzisiejsi antyterroryści), ostrzeliwując tunel, w którym ukryły się wojska pruskie, zmusiły je do wyjścia i do z góry skazaną na przegraną obronę w otwartym polu. Mimo waleczności i odwagi, w obliczu przeważającej liczebnie armii napoleońskiej, Prusacy nie mieli najmniejszych szans. Miejsce zabitych żołnierzy zastępowały markietanki, które również wolały oddać życie, niż poddać się.

Obraz po bitwie - nikt z twierdzy nie przeżył. Ponad stosem poległych ciał nadal jednak dumnie wybijał się szponton, trzymany przez poległego dowódcę twierdzy. Grabież ciał i dobijanie rannych dopełniło krwawego finału. Posłaniec z wiadomością o podpisaniu pokoju miedzy Francją a Prusami przybył za późno. Ale twierdza nie została poddana. Broniona była do ostatniego żołnierza, a nawet do ostatniej markietanki. Głośne brawa zachwyconej publiczności mówiły same za siebie. Mieszkańcy Kłodzka pięknie podziękowali regimentom za to wspaniałe przedstawienie.

Podsumowując, impreza bardzo udana. Ogromne brawa dla uczestników bitwy. Szczególne podziękowania należą się kłodzkiemu regimentowi, który przez ostatni miesiąc, każdego popołudnia, mimo różnych napotykanych problemów, ciężko pracował, żeby przygotować bitwę na czas. Oni nie zawiedli, tak jak i zaproszone przez nich regimenty. To była pierwsza inscenizacja bitwy w Kłodzku. W przyszłym roku mamy nadzieję, że przyjedzie jeszcze więcej regimentów i będzie jeszcze bardziej widowiskowo. A pomysły już są?

Asia